. W ubiegłym roku "Sokół" przechodził
przeglądy technologiczne, które kosztowały nas prawie 600 tys. zł. Bez tych
przeglądów nie można latać. Suma rocznego ubezpieczenia śmigłowca to 185
tys. zł, natomiast koszty bezpośrednie czyli np. paliwo są już stosunkowo
niewielkie, bo stanowią ok. 15% ogólnej kwoty.Skąd zatem powinny płynąć
pieniądze na eksploatację "Sokoła"?
Sprzedać za dobrą cenę, póki ktoś chec kupić.
Obecnie mamy bardzo skomplikowaną sytuację, ponieważ w trakcie reorganizacji
służby zdrowia, zapomniano o lotnictwie sanitarnym. Założenie było takie, że
kolumny transportu sanitarnego - również na śmigłowiec - zarobią z Kas
Chorych, ale nikt nie przewidział, iż tabor lotniczy jest w kiepskim stanie
i koszty planowanych przeglądów i remontów, które "wrzucono" w cenę godziny
lotu - znacznie podniosły tę cenę i tak np. dla śmigłowca MI 2 wynosi 3,5
tys. zł/godz., a dla "Sokoła" 10 tys. zł/godz.
Dla dyrektora szpitala jest
to rzeczywiście potwornie wysoki koszt. -
Dyrektor szpitala nie płaci co najmniej od 7 lat takich kosztów, to sa
dzinnikarskie bzdury, patrz niżej
Zdarza się, że osoba uratowana przez
śmigłowiec z sytuacji bez wyjścia (grożącej śmiercią) jest cała i zdrowa -
co stwarza problem : kto powinien zapłacić za akcję ratowniczą - kasa
chorych czy ocalony?
Nie ma takiego problemu, ani kasa chorych, której nie ma, ani ocalony. Gotowość
śmigła jest finansowana a priori, nie ex post. Jak jest zdrowy, to się załoga
cieszy, wpisuje w kartę "pozostawiony na miejscu" i już, zresztą niewiele jest
sytuacji, w których człowiek, do którego się wzywa smigło, jest całkiem zdrowy.
Częściej jest całkiem niezdrowy, znaczy martwy. Sprawa lotów SAR czy takich,
jak robi TOPR, czyli zwożenie zdrowego jest finansowana z funduszu MSWIA z
całkiem sporej dotacji. Ile lotów było po zdrowych w góry i dlaczego?
Żeby nie było - rozumiem, że czasem trzeba ewakuować człeka ze strefy
zagrożenia, bo rana nie dożyje.
Gdyby udzielono mu jakiejś pomocy medycznej sprawa
byłaby jasna. Niedawno powstał projekt, aby część pieniędzy dla lotnictwa
sanitarnego płynęła z budżetu centralnego, po to by urealnić godzinę lotu,
którą sprzedaje się szpitalom lub innym zleceniodawcom.
No to ktoś (autor projektu) wyważa otwarte drzwi i nie wie, że od 7 lat jest
spójny system finasowania lotnictwa sanitarnego.
Wniosek dla autora projektu - nim się coś napisze, warto jeszce coś przeczytać
http://www.ceper.com.pl/Wywiad.html
Jednak to sa inne pieniadze o ktorych piszesz i nigdzie nie pisze ze
prywatny siedzi i czeka az go kto do wypadku zawola , zarabia kase na "boku"
.Same zas koszty przelotu sa bardzo ukryte ,bo wszystko jest brane w
wiekszosci z rekawa i lekarz ma kase z innego zrodla i pielegniarz i inni
Sorry, ale chyba nie wiesz, o czym piszesz.
Kasa chorych to pojęcie z zakresu historii organizacji służby
zdrowia. "Spadkobierca moralny" czyli NFZ nie ma nic do finansowania
lotniczego pogotowia - zarówno samolotów, jak i śmigłowców.
Akcje ratunkowe z użyciem śmigłowca są finansowane "z góry" w formie
całorocznej dotacji celowej na działalnośc statutową, w związku z tym im wiećej
latają - tym per saldo pojedyńcza akcja jest dla społeczeństwa tańsza.
Loty do zdarzeń są dla wzywającego (pogotowia wszelkiej maści) oraz dla
poszkodowanego bezpłatne - nie ma po fakcie deliberowania, kto ma zapłacić,
chyba, że w pechowiec będzie akurat osoba nieuprawnioną do świadczeń, czyli np.
bezdomnym o wysokim dochodzie (ustawa o swiadczeniach zdrowotnych finansowanych
ze srodków publicznych z 2004 r. to pasjonujaca lektura:))))).
Szpitale zlecające transport lotniczy ponoszą niewielkie koszty bezpośredniego
użycia smigłowca lub samolotu, obejmujące paliwo, opłaty trasowe i lotniskowe
oraz konieczny transport kołowy - tylko na odcinku z pacjentem. To wychodzi
około 700 zł/h lotu śmigłowca, czyli na trasie Nowy Targ - Kraków wyjdzie ze
180 złotych. Czy tyle chciałby wziąć prywatny właściciel śmigłowca od szpitala
za misję trwającą łącznie prawie godzinę lotu (dolot i powrót do bazy)?
Przy locie na duże dystanse w obrębie kraju taki lot samolotem to 1000-2000 zł.
Wychodzi taniej niż karetka, za którą ten szpital musiałby zapłacić, ale dzięki
temu decyduje kryterium medyczne, a nie finansowe. Gwoli wyjaśnienia - szpitale
otrzymują w kontrakcie pieniadze na transport, w tym lotniczy, pacjentów np.
do ośrodka o wyższej referencyjności ).
Nieprawdą jest, że finase są rozmyte. Jest to finasowane zespolone z wyjątkiem
kosztów opisanych w poprzednim akapicie - z tego samego żródła, zarówno
śmigłowiec, jak i wypłata załogi lotniczej i medycznej (choć oczywiście w
ramach innego księgowo-rachunkowego paragrafu). Co więcej, finanse te są barzo
dokładnie kontrolowne, np. przez NIK, (możesz sobie znaleźć stosowny raport).
Skalkulowany faktyczny koszt lotu Mi-2 nie przekracza w tej chwili 2700 /h
lotu, sokół jest - jak sam piszesz - 4 razy droższy !!!! Czyli za tą samą kasę
można utrzymać 4 śmigłowce. Dlatego uważam, że należałoby tą maszynę sprzedać
pierwszemu, kto zechce kupić. Zreszta w perspektywie nowego zachodniego
(hiszpańskiego) właściciela Heliseco, przewiduję kolejną akcję telewizyjną pt.
wszyscy wokół źli, ratujcie ratowników.
Nie jeździ się autobusem do wypadków, choć pewnie możanby urządzić w środku
nawet szpital.
Nie wiem, skąd masz kwotę 2 mln dla Małopolski, chociaż biorąc pod uwagę
utrzymanie bazy samolotowej w Krakowie, obsługującej na spólkę z
drugą bazą całą Polskę - prawdopodobny.
Piszesz: prywatny "zarabia kasę na boku" a w takiej sytuacji musiałby stac w
dyżurze i kropka, nie ma mowy o żadnych fuchach, trzy minuty do startu jest
standardem. Nie można być trochę w ciąży.
Pozdrawiam,
Kajetan
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy:
http://niusy.onet.pl