W karetkach pogotowia ratunkowego pacjentów i lekarzy filmują
kamery. - Nieprzytomni ludzie walczą o życie, często są nadzy. Skąd pewność,
że takie nagrania gdzieś nie wyciekną? - pytają warszawiacy. Protestuje też
biuro praw pacjenta
Kamery działają w 14 najnowszych karetkach warszawskiego pogotowia.
Nagrywane jest wszystko, co się w nich dzieje podczas udzielania chorym
pomocy. Kamera działa na fotokomórkę - jest niewielka i mało widoczna.
Nagrania są przechowywane na twardym dysku w każdej erce. W karetkach
umieszczono naklejki, że są monitorowane.
Czego boi się pogotowie?
Pogotowie twierdzi, że kamery zainstalowano dla dobra lekarzy i
pacjentów. - Ludzie są coraz bardziej roszczeniowi. Sprawy w sądach ciągną
się latami. W razie posądzenia naszych pracowników o kradzież lub
niedopełnienie obowiązków takie nagranie może być ważnym dowodem - podkreśla
Krzysztof Rolirad, dyrektor pogotowia.
Wśród pacjentów zdania są podzielone. Michał Karaś, 20-latek z
Mokotowa, twierdzi, że nagranie może wyjaśnić wiele spornych kwestii. -
Mojej siostrze zniknął kiedyś w karetce pierścionek. Nie mieliśmy dowodów,
że go tam skradziono - mówi.
Ale Danuta Gołębiowska kamerami jest zbulwersowana. - Czego boją się
lekarze? - pyta. - Skoro mają czyste sumienie i tylko pomagają pacjentom,
nie powinni dbać o nagrania.
Z kolei Angelika Wągała, matka kilkulatka chorego na astmę, która dość
często wzywa pogotowie, ma mieszane uczucia. - Rozumiem, że po aferze w
łódzkim pogotowiu, gdzie w karetkach uśmiercano chorych pavulonem, nadzór
kamer może się przysłużyć pacjentom. Jednak nie chciałabym nieprzytomna
trafić do monitorowanej erki - mówi. - Gdy walczy się o życie, dzieją się
drastyczne sceny. Ludzie często są nadzy, a o wiele pilniej strzeżone
informacje wyciekały z archiwów. Te nagrania też mogą trafić w niepowołane
ręce.
Pacjent musi się zgodzić
"Każdy bez najmniejszego problemu może zapis przegrać i odtworzyć w
internecie lub opublikować w formie zdjęć. W takich warunkach trudno mówić o
możliwości zachowania tajemnicy lekarskiej" - napisał do nas jeden z lekarzy
pogotowia. Dyrektor Rolirad uspokaja, że dostęp do nagrań ma tylko
informatyk, i to na jego polecenie. Są kasowane co dwa miesiące. - Do tej
pory nie musieliśmy odtwarzać żadnego z nich - uspokaja.
Jednak nikt w pogotowiu nie zaprzecza, że włamania do karetek się
zdarzają. Jest w nich wiele wartościowego sprzętu.
Izabela Jakubczak-Rak, wicedyrektor biura praw pacjenta przy ministrze
zdrowia, uważa, że umieszczenie kamer w karetkach jest naruszeniem prawa
pacjenta do poszanowania jego intymności i godności osobistej. - Na tego
typu nagranie każdorazowo powinna być wyrażona świadoma zgoda pacjenta -
podkreśla. - Od chorego, który jest przewożony karetką, zwłaszcza w sytuacji
zagrożenia życia lub zdrowia, nie można wymagać, aby zapoznał się z
tabliczką, która informuje, że udzielanie mu pomocy medycznej jest
nagrywane.
Stanisław Wileński z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich twierdzi
jednak, że kamery to nic nowego we współczesnym świecie. - Nie widzę nic
złego w tym, że kamery umieszczono w karetkach - mówi. - Podglądają nas na
ulicy, w sklepach, w przebieralniach. Kamery są w izbach wytrzeźwień i na
lotniskach. Takie mamy czasy, że podglądanie jest powszechne.
http://www.4safe.pl/wiadomosci/index.php?id=10171